Blogi
Blogi
Wzloty i upadki Maniuśki i jej rodzinkiKategorie: Rodzicielstwo, Praca i kariera Liczba wpisów: 107, liczba wizyt: 16374 |
Do września
Nadesłane przez: Maniuśka dnia 05-03-2012 22:13
Do września poczekam i wtedy pójdę do pracy, a czemu? Bo jak się pytaliśmy o kluby malucha czy prywatne żłobki liczyli sobie nawet do 650 zł!! No ceny przerażające. Więc teraz wezmę i zarejestruję małą do żłobka państwowego a już niedługo okaże się czy zostanie przyjęta. Szkoda mi troche, ale może Marek zaczeka na mnie. Kto wie? Jeszcze z nim pogadam.
A dni mi zleciały okropnie! W piątek szkoła do 20 i jak wróciłam to miałam jakąś załamkę, mąż zasnął nawet się nie przywitał więc jakoś tak mi się wszystko spiętrzyło i popłakałam sobie...ehh
W sobotę nie było lepiej. od 8.30 miałam znowu do 19 a że nie chciało mi się rano wstać to pojechałam na 10 na drugą w planie etykę (NUDY JAK CHOLERA)!! Ale gość z którymi mamy ostatnie zajęcia jest w porządku i już o 18 nas puścił. Więc mężulo mnie odebrał i pojechaliśmy prosto na imieniny mamy. Tam zaczęła mnie boleć głowa ze zmęczenia i wszystkiego naraz! @ jeszcze nie ma a powinna już być!! wrr Zresztą jakaś taka przybita chodze ostatnio, nic mi się nie chce, strajkuję bo nie sprzątam wcale, a co! Mi też się należy chwila odpoczynku!
W niedzielę spacer z małą, mężuś w pracy, potem mała spała , a ja razem z nią. A po spaniu, szybki obiadek i na gościnę do siostry mojej bo już ma następnego kameleona! Ten nazywa się TOŁDI. Jutro przy odrobinie czasu wrzucę fotki:) Posiedziałyśmy trochę i do domu, czas szybko zleciał, mała spać , a nam się zachciało zrobić pizzę. Więc jak już małą usypiałam, Maciek wyrabiał ciasto, a jak wróciłam to ciasto rosło a my ze szwagrem kroiliśmy składniki.
Dzisiaj spacerek z małą, potem obiad i zaprowadziłam małą do mamy bo miałam wizytę u lekarza. Wyniki wyszły dobrze, ale musiałam zapisać się do gastrologa.
Więc wszystko jakoś tak się nie układa po mojemu. No cóż...takie jest życie, raz wzloty a raz upadki. Ja teraz jestem w wielkim dole i nie wiem jak z niego wyjść!!
No i sama nie wiem!
Nadesłane przez: Maniuśka dnia 01-03-2012 22:49
Zmieniło się wszystko, jeszcze jakieś 20 minut temu szłam spotkać się z facetem który zaproponował mi pracę i miałam mu powiedzieć żeby szukał innej, tylko że dzisiaj mi zaproponował coś jeszcze, bo w ramach pracy u niego zrobiłabym staż i że po znajomości zamiast 800 zł które dotychczas mi zaproponował dałby 1000 zł i byłby elastyczny jeśli chodzi o moją szkołę w piątek. Biuro byśmy zamykali wcześniej. I sama nie wiem. Już mi się to podoba bardziej bo nie tylko mam pracę w CV ale również odbębniony staż za który bym miała płacone ZUS-y , ubiezpieczenie i inne pierdoły. No więc jak mąż wróci z pracy ponownie siadamy do tematu pracy. Bo teraz jest całkiem inna gadka i inna forma tej pracy. Trzeba pomyśleć a on się szczerze przyznał ,że widzi mnie na tym stanowisku bo uważa mnie za osobę zaufaną. A praca naprawdę nie jest trudna i pracochłonna. Tyle ,że szkoda mi trochę czasu straconego jeśli chodzi o rozwój Julki. Praca blisko i jest wiele argumentów na tak. No nic sama nie wymyślę, trzeba z mężem obgadać sprawę.
Byliśmy u dziadka, czas wykorzystany na maxa i dziadek był przeszczęśliwy że prawnusia tak szybko dorasta i sam powiedział ,że mała to psotnica. Gazety latały co i rusz, z ławy wszystko ściągała, a po fotelach i łóżku skakała jak chciała. Oj ten nasz maluch:) Nawet z dziadkiem zaliczyła czas sam na sam bo my poszliśmy na zakupy. A to ,że z szuflad wyrzucała wszystko co popadnie to dziadek jakoś lekceważył. Stwierdził ,że w domu jej nie pozwalamy to niech u niego popsoci:) Nawet byliśmy na cmentarzu u męża babci i dziadek się wzruszył że babcia nie miała szansy poznać prawnusi i mnie. No nie miała, tak samo moi dziadkowie nie mieli szansy jej poznać. No cóż takie jest życie, ale dopóki ma jeszcze pradziadków to będziemy dawać im szansę nacieszyć się tym jak dzieci szybko dorastają.
Święta spędzimy trochę w Olsztynie , a trochę u mojej babci w Jednorożcu. Na Wielkanoc przyjedzie dziadek męża w Lany poniedziałek z rana pojedziemy do mojej babci i tam zostaniemy na troszkę dłużej. Babcia moja mieszka trochę dalej więc nie ma takiej szansy by widzieć małą tak często jakby chciała , a jest do niej bardzo podobna. Mała ma nawet te same ruchy co babcia i tak samo rozczochrane włosy jak ona! heh
Mam nadzieję, że Wy też tak fajnie spędziliście czas jak i my?:)
Egzotyczna hodowla
Nadesłane przez: Maniuśka dnia 27-02-2012 23:40
Czy opowiadałam Wam kiedyś o mojej starszej o rok siostrze i szwagrze? Chyba nie, ale dzisiaj przyszło mi na myśl ,że opiszę Wam co to za egzotyczną hodowlę mają. Jakiś rok temu mój szwagier z siostrą byli w Holandii i tam nabyli węża. Boa-dusiciela. Biedny troszkę jest bo jest albinosem:) Narazie jest malutki bo ma około metra i narazie jest cienki, ale obserwując go co jakiś czas, to taki pulchniejszy się zrobił. Nie powiem, fajnie tak obserwować sobie takiego węża. Jak zasadniczo najpierw dusi a potem połyka sobie w całości myszy, jak zrzuca skórę i pije wodę!!
Ale ale...mało im było i od wczoraj są właścicielami Kameleona a w sumie Kameleonicy:D heh Pelasi, tak tak, wąż nazywa się Kamuflaż a kameleonica Pelasia. I co lepsze, jeszcze lada moment mają dokupić przyjaciela, by Pelasi nie było smutno i ma być do towarzystwa Leon!:)Węża miałam już kilka razy na rękach, nie powiem dreszczyk emocji jest, bo to takie dziwne i w sumie nieprzewidywalne zwierzę, ale jest jeszcze do opanowania. A kameleon? Fajny do obserwacji i ma fajne łapki, takie czepiaki żeby mógł się utrzymywać. Dzisiaj Pelasia siedziała mi na karku i łaskotała mnie ogonem:) A Jula? Zaciekawiona jakimś nowym wielkim stworem którego mama lub ciocia trzymały na ręku bo ze względu na stresującą dla niego sytuacją, nowy dom, terrarium to robił się szaro- brązowy a to oznacza ,że jest mu źle i coś może dolegać, ale jak już brałyśmy ją na ręce robiła się zieloniutka.

Dzisiaj Julka nareszcie powiedziała że idzie do cioci Tasi, i całą drogę mi to powtarzała. Moja gadułka mała. Już nas spakowałam. Jutro o 10 wyjeżdżamy do Morąga. Więc mnie nie ma, przez dwa dni. Szkoda tylko, że na tak krótko, bo przydało by się więcej odpoczynku. No cóż, trzeba się cieszyć z tego co się ma!
Furia
Nadesłane przez: Maniuśka dnia 25-02-2012 22:33
Wczoraj mąż mnie przeprosił, wyszedł z domu i ochłonął. Stwierdził, że możemy spróbować. Teraz kwestia tylko sprawdzenia Klubów Malucha i dogadaniem się z pracodawcą co z moją piątkową szkołą będzie.
Jeśli chodzi o tytuł to mój mąż ostatnio nazwał mnie furiatką, owszem jak czasem coś mnie złości to wpadam w furię że rzucam czym popadnie, ale ale...to z bezpieczeństwa naszego dziecka.
Mała- ciekawskie stworzenie, zresztą sami wiecie jak to jest z maluchami. Sięga wszystkiego co może wpaść w jej ręce. Ostatnio najlepszym miejscem takich rzeczy była łazienka, bo nikt mnie nie słucha. Prosiłam kilkakrotnie żeby mydło,szampony i różne kosmetyki stawiać po drugiej stronie wanny tak by ona tego nie sięgnęła, ale nie bo po co. Przecież dziecko może polizać sobie mydło, otworzyć butelkę po szamponie zębami i nic jej nie będzie.
Ostatnio chodziłam i każdego z osobna prosiłam, głównie teściową by kremy do rąk odkładała wysoko na półkę żeby mała nie sięgnęła. No i oczywiście tego nie robi, mała z kremem w buzi maszerowała, zabrałam i z wściekłości zaczęłam krzyczeć ,że w tym cholernym domu nikt mnie nie słucha i jeśli coś się stanie małej to nikt mi jej nie wróci, jeśli popali sobie przewód pokarmowy czy cokolwiek. Jak nie cisnęłam tym kremem w ścianę to mój mąż stwierdził, że jestem nie normalna. Ok, jestem no i co z tego?! Ostatnio między innymi ktoś mądry zostawił domestos na podłodze, dobrze że akurat byłam pierwsza w łazience przed małą bo inaczej...hmm
I stało się! Wróciłam od rodziców troszkę póżno bo mają dzisiaj swoją rocznicę ślubu-28 więc siedzieliśmy i gadaliśmy. Teściowa rozebrała małą z kombinezonu, ja zajęłam się przygotowywaniem do snu, ale najpierw chciałam zadzwonić do męża dziadka by mu powiedzieć że go odwiedzimy i teściowała dała małej krem do zabawy.
No i już pewnie wiecie co się stało, odkręciła krem, wzięła trochę go do buzi (najwidoczniej) i korek od tego kremu zaklinował jej się w buzi, nie wiedziałam co się stało, bo zaczęła dziwnie płakać, rzuciłam słuchawką i ratowałam Julę, korek tak się zaklinował ,że musiałam mocno szarpnąć, kremu w buzi było sporo więc płukałam buzię, a ona tak mocno płakała, nie do uspokojenia wręcz...:( Mam nadzieję, że nic jej nie będzie. Muszę ją poobserwować. A zdąrzyłam teściowej powiedzieć, żeby nie dawała jej takich "zabawek" bo już raz tubkę od pasty przegryzła ale ona wie swoje, bo przecież jest mądrzejsza. No, mam nadzieję że ona ma nauczkę i wkońcu ogarną się trochę z tym,że mała jest ciekawa i wszystko co może być w zasięgu jej ręki powinno być przeniesione. Przecież to dziecko, a wszystko co kolorowe jest fajne.
A teraz małej idą ząbki więc gryzie wszystko na potęgę i takie opakowanie od kremu to dla niej pikuś, uwierzcie mi. Gotuje się we mnie nadal z bezmyślności dorosłych ludzi którzy nie rozumieją jakie mogą być tego konsekwencje, ja jestem tylko człowiekiem nie idealnym, bo tak nie jest ale wszystkiego nie upilnuję!! Bo nie jestem robotem, bo sama wróciłam zmęczona ze szkoły ale jak ma być tak to u mnie będzie tak.Nie ma opcji ,że coś mi przejdzie. Chowam wszystko co może być dla niej szkodliwe wysoko, tylko nie wszyscy są chyba za tą zasadą...
A szkoda...!
Mam taki mętlik w głowie, że nie mam pomysłu na tytuł!
Nadesłane przez: Maniuśka dnia 24-02-2012 23:45
OO tak i to wiąże się z wieloma sprawami w moim , naszym życiu. Dzisiaj dostałam ofertę pracy, bardzo blisko domu bo ok 3 min. Praca wiąże się z kserem oraz przyjmowaniem kursantów chętnych do zapisów na prawo jazdy oraz papierkowa robota z tym związana. Ale...Praca jest po 8h dziennie od poniedziałku do piątku. Maciek już powiedział stanowcze NIE, teściowa swoje zdanie (nikomu nie potrzebne, a przynajmniej nie mi!) wyraziła również na nie. A ja bym chciała, bo jakby nie patrzeć w tych czasach nikt tak po prostu do Ciebie nie dzwoni i nie proponuje pracy. Ja chcę pracować ale oczywiście sprzeciw, bo Julka mała, bo coś tam itd. Szkoda, że mąż nie liczy się z moim zdaniem. Oczywiście wiązało by się to z zostawianiem małej w Klubie Malucha, ale nie wiem czy by się opłacało, bo wiadomo, nie opłacałoby się to zostaję z nią dalej w domu, w domu w którym wszystko jest ostatnio na mojej głowie i wszystkie żale i pretensje są wyrzucane do mnie i to ja jestem ta najgorsza. Oczywiście pożarłam się już z mężem bo on nie rozumie tego, że to ja chcę dysponować swoim czasem kiedy co i jak. A to czy sobie zrobię na obiad kotleta zamiast gulaszu jest moją sprawą a nie reszty domu. Mam dość ostatnio. Siedzę i wyję bo co ja winna ,że ten nie lubi tamtego, a tamten to coś tam! Mam DOŚĆ!! Chcę iść na stancję! Czekam na ten cholerny moment ale nie mogę się doczekać. Kurdę czy ja tu będę mieszkać do śmierci?! Tylko czyjej? Mojej czy reszty rodziny?! Mam po dziurki w nosie tylko nikt oprócz mojej mamy mnie nie rozumie...bo ona przechodziła przez to samo. Ale w sumie, ona też powiedziała że Julka jest za mała, żeby trochę odczekać. I co? jak teraz nie pójdę do pracy czyli ze stancji nici i mogę sobie marzyć ile chcę że kiedyś za jakieś 500 lat jak sama przetnę pępowinę męża związaną z teściową to dostaniemy kredyt i sobie kupimy mieszkanie? Ale to trzeba pracować, 2 osoby muszą pracować ,żeby ten kredyt dostać, a jak tak dalej będzie to ja już nie wiem. Nie mogę już tak. Mam takie dni kiedy mam ochotę pizdnąć wszystko w cholerę i nie wrócić! Czemu mój mąż nie ułatwia mi życia i wielu spraw, do niektórych zabiera się jak żółw i dopiero jak się pokłócę i sama zaplanuję to dopiero się zabiera, no ale duma urażona oczywiście jest bo co mi baba tu będzie gadać...ajj...:(:( Płaczę bo mam dość, jestem zmęczona niańczeniem nie 14 miesięcznej córki,ale szwagra, męża i teściowej. Robienia tak by im wszystkim dogodzić a nie sobie!!
Wszystko jest do dupy!!!!!!
A jeszcze mam szkołę więc podwójnie do dupy!!!!!!!!!



